Wpisy archiwalne w kategorii

Miasto

Dystans całkowity:27028.44 km (w terenie 5.66 km; 0.02%)
Czas w ruchu:1245:42
Średnia prędkość:21.70 km/h
Maksymalna prędkość:82.64 km/h
Suma podjazdów:59542 m
Maks. tętno maksymalne:215 (116 %)
Maks. tętno średnie:153 (83 %)
Suma kalorii:968774 kcal
Liczba aktywności:894
Średnio na aktywność:30.23 km i 1h 23m
Więcej statystyk

Miejskie przejazdy

Piątek, 17 kwietnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Miasto
Józefów, Warszawa i Poznań.
Rano rowerem przez Józefów na stację kolejową i przejazd KM do Warszawy. Dalej rowerem do pracy. Po południu na Dworzec Centralny. Przejazd IC do Poznania i króciutki przejazd przez rozkopane okolice poznańskiego dworca kolejowego.

Do Warszawy - do pracy

Wtorek, 14 kwietnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Miasto
Dziś tylko w jedną stronę. Silny, przeciwny wiatr. Z tego powodu nie jadę koroną (przeciwpowodziowego) Wału Miedzeszyńskiego, ale chowam się za meblościanki, tj. ekrany akustyczne po drugiej stronie drogi. Na moście już się tak nie dało. Zauważalnie znacznie więcej rowerzystów na drodze. Po południu Operator poszedł do serwisu, na generalną terapię i wymianę zużytych elementów. Do domu wróciłem kolejką, z kaskiem pod pachą i sakwą w drugiej ręce.

10 kwietnia 2015 r.

Piątek, 10 kwietnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Miasto
Józefów - Warszawa rano i Warszawa - Józefów po południu, czyli do pracy i do domu.
Taki dziś dzień ... .
Niech go zilustrują słowa na ścianie XXV LO w Warszawie - Falenicy (obok którego codziennie przejeżdżam):
XXV LO im. Józefa Wybickiego. Warszawa - Falenica © skaut
Jeszcze nie umarła, kiedy my żyjemy...

Wiosna, wypadek i dzik

Czwartek, 9 kwietnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Miasto
Po dziesięciu dniach przerwy od roweru wyciągnąłem Operatora na świeże powietrze. Pogoda zapowiadała się wyśmienicie i taka rzeczywiście była. Ale to po południu. A rano... ? Rano to było zimno jak w styczniu (w nocy mieliśmy mróz). Wyjazd do pracy przed ósmą sprawił, że miałem " trening w porze meczu". Mam na myśli sobotni brevet, na który się wybieram i który startuje także o ósmej rano. To jednak dopiero przede mną. Dzisiaj poranny przejazd, jak to mówią, bez historii.
Powrót już był inny. Najpierw na skrzyżowaniu Czerniakowskiej i Jawaharlala Nehru pani w szarym kombi zajechała mi drogę. Dokładniej rzecz ujmując, bezrefleksyjnie zatrzymała się na przejeździe dla rowerzystów. Udało mi się ominąć przeszkodę w ostatniej chwili ucieczką na pasy dla pieszych.
Takiego szczęścia nie miał inny biker kilka kilometrów dalej. Dojeżdżając do przejazdu przez ul. Polską, przy noclegowni dla mężczyzn z daleka widzę, że coś się dzieje. Kilku rowerzystów stoi na ścieżce i rozmawia. Samochody stoją z jednej i drugiej strony przejazdu jakoś tak "nienaturalnie". Przez szum miasta przebija się sygnał karetki pogotowia. Dojeżdżam do miejsca wypadku razem z nią. Przy drodze stoi na awaryjnych szary saab (?) z wybitą boczną szybą. Na ziemi obok niego siedzi rowerzysta z rozwalonym i zakrwawionym kolanem. Jakaś kobieta (kierowca osobówki) próbuje zatrzymać krwawienie chusteczkami higienicznymi. Brrr. Nieprzyjemny widok. Ratownicy już zajmują się rannym, jadę dalej. Przypuszczam, że samochód wjechał przed bikera, a ten przylutował w bok auta.
Na ścieżce wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego mnóstwo rowerzystów.
Wjeżdżam do Miedzeszyna. Na ul. Tawułkowej nagle po lewej stronie słyszę jakieś trzaski i z lasku po lewej wybiega mi drogę olbrzymi dzik. Czarna zjeżona szczecina nabgrzbiecie. W kilku susach przecina jezdnię i ginie w zaroślach po prawej. Jakie to szybkie zwierzę! Dobrze, że biegło ot tak sobie. Gdyby mnie goniło, nie wiem, czy dałbym radę w porę uciec.

W słońcu i w deszczu (Warszawa)

Piątek, 27 marca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Miasto
Do pracy i do domu. Rano ciepło, a nawet bardzo ciepło. W ciągu dnia zachmurzyło się, popadało, a nawet zagrzmiało. Po pracy wyjeżdżałem "w szarówce". Wiatr północno - zachodni (jak podejrzewam) sprzyjał jeździe rowerem. Przed kościołem oo. Pijarów na Siekierkach dogonił mnie biker na góralu. Wymieniliśmy uprzejmości, pogadaliśmy o pogodzie, a potem każdy pojechał w swoją stronę. On w kierunku Wilanowa, ja do mostu i dalej do Józefowa. Gdy zjeżdżałem ze ścieżki na Wale, spadły pierwsze krople dżdżu. Od Falenicy jechałem już w regularnej ulewie. W domu zameldowałem się przemoczony do suchej nitki. Strój kolarski do pralki, nosiciel stroju pod prysznic. Weekend.

Otwock, czyli kolejne Święto Wiosny

Środa, 25 marca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Miasto



Taki dzisiaj dzień, że w ciszę Wielkiego Postu wdziera się okrzyk radości. Jak mawiał Biedaczyna z Warszawy: "w życiu nie ma przypadków, są tylko znaki". Akurat dziś, w Dzień Zwiastowania przydarzyły mi się dodatkowe małe radości. Podczas porannej drogi do pracy, przekroczyłem łączny dystans 1000 km przejechanych w 2015 r. To nic w porównaniu z gigantami kolarstwa, czy nawet tutejszego serwisu (BS). Dla mnie jednak mały sukces, zważywszy że miesiąc temu odstawiłem kule i ortezę po zerwaniu przyczepu mięśnia. Przyroda całą sobą manifestowała dziś Wiosnę. Tak bardzo, że do roboty pojechałem już w letnich ciuchach rowerowych. Od razu lżej, zwłaszcza, że zimowe buciory spd zamieniłem na lekkie "pantofle". Po południu pojechałem jeszcze po córkę do szkoły robiąc jej niespodziankę. Plecak dziecka na grzbiet taty, córka na bagażnik i 2,5 km dzikiej jazdy ze śmiechem po każdym wyboju. Obciążenie tylnego koła spore, radość dziecka - bezcenna. Potem jeszcze wyskok rowerowy do Otwocka w celu odebrania przesyłki z paczkomatu. Już od dłuższego czasu tamtejszy paczkomat ma dodany "interfejs białkowy" w postaci personelu, który wydaje przesyłki w punkcie odbioru. InPost bowiem stał się ofiarą własnego sukcesu i nie przewidział, że 1 (jeden) paczkomat na powiat otwocki to zdecydowanie za mało, w związku z czym jest ustawicznie zapchany. Oczywiście paczkomat, a nie powiat. Ale ludzie w punkcie odbioru sympatyczni, więc nie mam powodów do narzekań. Dodam, że przesyłka jak najbardziej rowerowa, tzn. akumulatorki i ładowarka. Miałem już dość kupowania bateryjek do lampek i innych gadżetów, używanych przy dłuższych jazdach kolarzówką. I na koniec jeszcze jakie fajne selfie mi wyszło. Najmilsze w tym wszystkim jest to, że:

"Nie za szybko, kroki drobiąc
Idzie wiosna, idzie nam"

Chce się żyć!

Warszawa (praca)

Wtorek, 24 marca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Miasto
Dojazd do pracy i powrót do domu. Bez historii. Rano zimno, po południu ciepło. Przy zbiegu Wału Miedzeszyńskiego i Traktu Lubelskiego wyprzedza mnie biker na góralu i mówi: "Dzień dobry". Czy ja naprawdę już tak staro wyglądam?

Ścieżka nad Wisłą (Warszawa)

Poniedziałek, 23 marca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Miasto
Ubiegłotygodniowe plany i zamierzenia, aby w piątek dociągnąć do 900 km w tym roku, a w niedzielę do 1000, zderzyły się z niedzielną pogodą i przede wszystkim brakiem nastroju na jazdę rowerem. Uznałem, że lepiej na spokojnie przesiedzieć ten dzień w domu, napić się herbaty z imbirem, podkurować czosnkiem i proszkami na grypę, niż zmuszać się do jazdy rowerem.
Za to dziś narodziłem się na nowo. Wcześnie wstające słońce zerwało mnie na nogi przed szóstą. Do jazdy rowerem musiałem się ubrać jak w styczniu na Suwalszczyźnie. Dwa polary, ocieplane spodnie, zimowe buty, grube rękawiczki. Mroźne powietrze było tak czyste i przejrzyste, że nogi same kręciły pedałami.
Po pracy wracałem przez Most Świętokrzyski, a następnie ścieżką "szutrówką" wytyczoną przez nadwiślańskie łęgi i grądy. Zachodzące słońce dawało fantastyczne cienie. Całkiem przyjemnie się jechało, podłoże twarde i zbite. Szkoda tylko, że tak krótko, bo do Mostu Łazienkowskiego. Tam ze zdumieniem odkryłem, że trwający od dwóch lat remont estakad formalnie się nie zakończył. Świadczyć o tym może tablica informacyjna budowy i robotnicy, którzy coś tam grzebią. To jest inwestycja! Jeszcze się remont nie skończył, a będzie konieczny kolejny.
Za mostem dalej Wałem Miedzeszyńskim do Józefowa, w którym zahaczyłem o Kolonię Błota.

Ścieżka nad Wisłą (Warszawa) © skaut
Wiosenny teatr cieni nad Wisłą
Wiosenny teatr cieni nad Wisłą © skaut
Remont estakad Mostu Łazienkowskiego jeszcze trwa © skaut
Mapka:

Święto Wiosny

Piątek, 20 marca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Miasto
Do pracy - na sportowo

Wczoraj tak mnie znużyła jazda na rowerze trekkingowym, że dziś dla odmiany pojechałem do roboty na szosówce. Był z tym związany ukryty zamiar wstąpienia do serwisu gianta. Po ostatniej wycieczce do Garwolina tylny hamulec przeraźliwie zaczął piszczeć. Akustyczne wrażenie było takie, jakby z gumowego klocka nic nie zostało, a hamowanie odbywało się przy pomocy śruby mocującej, ryjącej w obręczy Rów Mariański. Pobieżne oględziny tego niby nie potwierdzały, klocka było całkiem sporo, ale piszczenie było naprawdę denerwujące. Zanim jednak dojechałem do Warszawy, rozkoszowałem się szybką jazdą w mroźny poranek. Na trawie szron, a ja pomykam o wiele szybciej niż zwykle. Do pracy dojechałem w 50 minut.

Zaćmienie słońca

Przed południem wszyscy byli podekscytowani zapowiadanym zaćmieniem słońca. Trwało gorączkowe poszukiwanie "filtrów" do obserwacji. Dużym powodzeniem cieszyły się zdjęcia rentgenowskie, a także dawno nie używane dyskietki komputerowe. Zdjęcie, które pstryknąłem z ulicy w czasie zaćmienia niewiele mówi. Lepiej było widać pomiędzy żebrami kolegi uwiecznionymi na RTG.
Zaćmienie słońca w obiektywie bez filtra © skaut


Serwis

Po pracy czas na wizytę serwisową. Panowie z Giant - Fabryczna, "od ręki" wymienili mi klocki. Stare jeszcze miały trochę przed sobą, ale nałapały skądś opiłków metalowych, stąd ten pisk. Nowe klocki są innego typu - już nie gumka ze śrubką, ale metalowa szufladka z gumową wkładką (clark's). Po serwisowaniu pokręciłem się jeszcze po Powiślu i o 17-ej ruszyłem do domu. Było tak przyjemnie ciepło, że zatoczyłem większą pętlę - i tak, dla uczczenia Święta Wiosny zrobiłem dziś 60 km. Powinno to dać w sumie 900 od początku roku. Mam nadzieję na przekroczenie w niedzielę pierwszego tysiąca.

Mapka:

Warszawa

Czwartek, 19 marca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Miasto
Rutyna. Droga do pracy i powrót do domu. Rano - zimno. Zimowe rękawiczki nie pomagają, pod koniec jazdy czuje jak drętwieją mi kciuki. Poranny ruch rowerowy na "mojej" trasie jakby mniejszy. Po raz pierwszy w tym roku widzę za to znanego tylko z widzenia rowerzystę na trekkingu w jaskrawożółtym kasku i czerwonej kurteczce. Po zjeździe z Mostu Siekierkowskiego wyprzedza mnie dwoje bikerów na góralach. Grzeją, aż miło. Doganiam ich po chwili i staram się nie odpuścić koła aż do ZUS-u przy Czerniakowskiej.
W drodze powrotnej czuję jakąś niemoc. Do mostu jeszcze jakoś jadę, ale dalej wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego to się snuję. Ładna pogoda i długo świecące słońce podbudowują jednak morale i w typowym czasie ok 1 h dociągam do domu. Po drodze uwieczniam krzyż, obok którego codziennie przejeżdżam w drodze do pracy i z powrotem:

Krzyż przydrożny (Warszawa, ul. Tawułkowa) © skaut
Tak, w Warszawie też są takie miejsca, które bardziej przypominają wieś niż miasto.
Mapka: