Dziś przeprosiny z rowerem jako podstawowym środkiem transportu w dojazdach do pracy. Było dziesięć dni przerwy. Na usprawiedliwienie dodam, że niepogodnych. W dodatku zerwałem hak przerzutki i wymiana wymagała czasu. Dziś zimno, ale sucho. Na drogach raczej pusto. Rowerzystów żadnych. No, może jeden w drodze powrotnej przy zbiegu Wału Miedzeszyńskiego i Traktu Lubelskiego. Nie mogę pominąć okazji, aby nie przejechać się "ekspresówką". Niedługo wpuszczą samochody i wszystko zepsują.
Święto Niepodległości uczciliśmy z synem wycieczką rowerową. Nie zabrakło oczywiście elementów świątecznych, do których zaliczyliśmy odwiedzenie stosownej ulicy w naszym mieście:
Była też wizyta na budowie Południowej Obwodnicy Warszawy. Mieliśmy nawet chęć przejechać się mostem, ale jezdnia jeszcze jest przegrodzona płotem i u góry trwają intensywne prace, podobnie jak na dole. Pomimo święta. Zaciekawiła nas technologia prac prowadzonych pod filarami. W olbrzymich dołach, na ich na dnie układa się faszynę, w postaci kratownic - paneli, a następnie zasypuje gruzem skalnym. Być może to sposób na ochronę filarów przed podmyciem w czasie przyboru wody?
W sierpniowe popołudnie pojechaliśmy z synem obejrzeć postęp robót na budowie Południowej Obwodnicy Warszawy. Trzeba przyznać, że postęp jest bardzo duży. Poza fragmentem węzła Patriotów, droga jest prawie gotowa.
Za dwa tygodnie Maraton Podróżnika, a tu nic nie pojeżdżone. To znaczy trochę było, ale żeby tak coś więcej niż 100 km, to już nie. Wszystko przez ta epidemię. Aby zobaczyć jak się czuję na rowerze zrobiłem trochę dłuższą trasę, przy okazji zaliczając kolejne gminy - już na Ziemi Lubelskiej. Bardzo spokojna niedziela. Pomimo drugiej tury wyborów. Wybrałem się z samego rana i to w taki sposób, że rowerem zajechałem pod lokal wyborczy, oddałem głos i dalej ruszyłem na wycieczkę. Najpierw serwisówkami przy S17 do Kołbieli. Niektóre z nich to "serwisówki-grawelówki" tak, jak na załączonym obrazku:
Prace jeszcze trwają, więc pewnie niedługo będą już "szosówki". W Kołbieli wjeżdżam w nigdy dotąd niściąe objechaną drogę w kierunku Woli Sufczyńskiej. Bardzo ładne okolice Radachówka i dalej w górę Świdra. W Stoczku Łukowskim robię sobie przerwę na Orlenie. Zimny napój, zapiekanka, espresso, lody. Gdy zalegam na trawniku, DK 76 śmiga grupka kolarzy. Bardzo "pro". Nawet na mnie nie spojrzeli. Za Stoczkiem, po lewej stronie pomnik bitwy Powstania Listopadowego; Jak to się śpiewało? Grzmią pod Stoczkiem armaty.
Z przyjemnością podróżuję bocznymi drogami przez Turzec, Aleksandrów, Osiny. Punktem zwrotnym podróży jest miejscowość Krzywda. Dobra nazwa jak na dzień wyborów. Któryś z kandydatów pewnie tak odbierze wieczorny werdykt obywateli.
Trochę zaskakujące zważywszy, że powieściowe dzieje toczą się w okolicach Kalińca, tj. Kalisza. Podobno jednak tutaj kręcono film w reż. J. Antczaka. W Żelechowie otwiera się na mnie (neo)barokowa fasada kościoła. Stoi na wyniesieniu, co wywołuje ciekawy efekt wizualny. Chyba jakiemuś żartowi zawdzięcza miasteczko położenie kościoła w rozwidleniu ulic: Krótkiej i Długiej.
Z Żelechowa cały czas na zachód, aż do Wisły. Dalej już objechaną drogą 801 do domu. W Sobiekursku z radością wjeżdżam na lokalne drogi przez Brzezinkę i Janów do Karczewa.
Gminy: Korczew (1121); Krzywda (1122); Stanin (1123); miasto Stoczek Łukowski (1124); Stoczek Łukowski (1125); Wola Mysłowska (1126)
*Wpis zaległy. Przejażdżka po okolicy. Z Józefowa w kierunku Wiązowny, a dalej serwisówkami przy S17 (w budowie) lub samą ekspresówką - na odcinkach jeszcze nie dopuszczonych do ruchu.
Pierwsza setka w tym roku. Dopiero teraz niestety. Co ta pandemia robi z ludzi? Do Garwolina z wiatrem. Z powrotem pod wiatr. Odkrywam nową trasę od Pilawy. Wygodna serwisówka z dobrym asfaltem wzdłuż S17. Z małym kawałkiem szutru - tam, gdzie jest przepust dla zwierząt nad ekspresówką. Droga powrotna też serwisówką prawie do samej Kołbieli, tam niestety trochę skakania po rowach. Od Kołbieli przez Celestynów, Pogorzel i Otwock.
W wielkanocny poniedziałek, w czas zakazów i #zostanwdomu postanowiłem pojeździć dosłownie wokół komina. Wybrałem sobie wygodną pętlę ok. 7 km długości obejmującą główne - wewnętrzne arterie Józefowa: ul. 3 Maja i ul. Wawerską/Jarosławską. Trochę to śmieszne. Pusto na ulicach, poza mną jedną biegaczką i dwoma pijaczkami na ławce pod kościołem. Gdy po raz trzeci przejeżdżałem im przed nosem - zaczęli podejrzliwie przyglądać się małpkom trzymanym w dłoniach ... :-).
Na Warszawski Szlak Okrężny (Warszawską Obwodnicę Turystyczną) zawsze warto się wybrać. O każdej porze roku. Zimą także. Po przejechanych w styczniu odcinkach: Międzylesie-Rembertów i Rembertów - Chotomów przyszła pora na dotarcie, aż na zachodnią stronę Warszawy. Grunt lekko zmrożony, ale pogoda zapowiada się słoneczna. Oglądam się za siebie kiedy wstaje brzask, gdy jestem na wale przeciwpowodziowym przed Nowym Dworem.
Odcinek przez most na Wiśle mało przyjemny ze względu na duży, jak na tę porę dnia, ruch samochodowy. Tak naprawdę przyjemna jazda zaczyna się za Kazuniem, gdzie trasa szlaku zaczyna się oddalać od drogi ekspresowej S7. W Nowych Grochalach tradycyjny "witacz" Kampinoskiego Parku Narodowego.
Nie ma rowerzystów. Z pieszych turystów - tylko jedna para z kijkami do nordic-walkingu. Jest bardzo klimatycznie, zmrożone i oszronione trawy odbijają promienie ciekawskiego słońca.
Na obrzeżach Puszczy pomiędzy Lesznem, a Zaborówkiem dostrzegam dwa łosie, które zwęszywszy mnie chyba dostojnym krokiem oddalają się w leśną głuszę. Odcinek pomiędzy Zaborówkiem, a Łaźniewkiem wiedzie przez pola, zawsze błotnistą drogą. Upaprałem siebie i rower tak, że przed wejściem do pociągu w Brwinowie, funduję rowerowi myjnię w pobliskim Milanówku.
Takie już bowiem mam dziwactwo, że zamiast szukać dalekich cudów przyrody, zamiast gonić za zgiełkiem po targowicach świata, doznaję największych rozkoszy, gdy wpatruję się w dno cichych strumieni i rzek, gdy przykładam ucho do starych mogił, których szeptu mrocznych dziejów nikt nie słucha (Z. Gloger, Dolinami rzek)